Przed świtem przemierzałem kolejne trasy,
poznając miejsca, o których istnieniu nie wiedziałem.
Pobiegłem na księżyc i z powrotem.
Ścigałem się z psami z sąsiedztwa.
Słuchałem głosu w mojej głowie…
Gdy traciłem siły niosła mnie muzyka.
Zmierzyłem się ze swoim wczorajszym dniem.
Mając u boku cały świat.
Najpierw ważne były metry, potem kilometry, a na końcu charakter.
Zainspirował mnie wyższy cel.
Uniosłem się nad światem i wróciłem zmieniony.
Budzik. Z ogromnym wysiłkiem otwieram oczy. Piata rano. Na termometrze za oknem pierwsze przymrozki. Siadam przy stercie ciuchów do biegania. Siedzę tak kilka minut. To walka z samym sobą. Przecież nie muszę wyłazić na ten ziąb mogę wrócić do ciepłego łóżka i spać. W końcu zwyciężam w tej walce. Zaczynam się ubierać. Muszę się spieszyć. Chcę zrobić chociaż te 12 km. Po wyjściu z bloku czuję bolesne ukąszenie zimna. Za kilka minut rozgrzeję się, ale teraz czuję się okropnie.Przenikliwy chłód będzie mi towarzyszył jeszcze kilkanaście minut zanim się nie rozgrzeje.Najpierw szczypie twarz, po kilkuset metrach drętwieją stopy i uda. Z jednej strony za ciepło by ubierać za grubo, bo w trakcie treningu się zapocimy, a z drugiej strony przy pierwszych kilometrach zamarzasz. Miałem dziś zrobić ciągły ale porzucam ten zamiar. Samo wyjście z domu w tych warunkach jest wystarczającym wysiłkiem, nie jestem wystarczająco twardy aby zmusić się jeszcze do szybkiego biegu.Podczas powrotnego truchtu do domu muszę się zatrzymać z powodu czerwonego światła na skrzyżowaniu. Czekając, rozglądam się na wokół. W oknie swojego mieszkania jakiś gość stoi w pidżamie z szklanka pewnie gorącej kawy, spogląda na mnie z zaciekawieniem. W oknie jednej z wystaw sklepowych widzę swoje odbicie. Oszroniona czapka, czerwone policzki, szron na brwiach i bluzie . Jest za piętnaście siódma.
Czy ja jestem normalny?
Czy to nie takie zwykłe uzależnienie, tylko ze w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bez codziennej dawki endorfin nie potrafię w pełni funkcjonować. Gdy nie biegam, wpadam w stan melancholii, depresji, nic mi się nie chce, nie planuje, nie marze.Ponoć gdy człowiek przestaje marzyć to umiera. Ja po prostu umieram.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz